azs umcs lublin

Strona główna » Zaczynamy od zwycięstwa!

AZS UMCS Lublin

Po długich miesiącach przerwy wróciła Orlen Basket Liga Kobiet! W pierwszy weekend października Biało-Zielone podejmowały u siebie zawodniczki MB Zagłębie Sosnowiec. Kibice byli świadkami 4 kwart wyrównanej koszykówki na wysokim poziomie.

Jeszcze przed startem meczu doszło do dwóch sympatycznych wydarzeń. Z rąk zarządu Klubu bukiety kwiatów odebrały Natalia Kurach, Klaudia Niedźwiedzka oraz Aleksandra Kuczyńska, które w przeszłości reprezentowały biało-zielone barwy. Następnie prezes Rafał Walczyk wymienił się podarunkami z Panem Piotrem Bresiem, Wicemarszałkiem Województwa Lubelskiego. Pan Marszałek odebrał ramę z pamiątkowym podziękowaniem za wspieranie naszej drużyny, sam uroczyście wręczając przy tym umowę o współpracy na najbliższy sezon. Dziękujemy!

Do meczu lublinianki podchodziły bez Justyny Adamczuk oraz Markeishy Gatling, które zmagają się z drobnymi urazami. Strata dwóch zawodniczek z jakże istotnej pozycji numer 5 stanowiło naturalnie ogromne osłabienie zespołu. Na pozycji centra trener Kowalewski miał do dyspozycji tylko doświadczona hiszpankę, Laurę Gil i jasnym było, że poradzenie sobie z deficytem będzie jednym z kluczy do zwycięstwa.

Lublinianki znakomicie rozpoczęły mecz, szybko wychodząc na prowadzenie 8:2. Radość szybko ostudziła jednak kontuzja amerykańskiej rozgrywającej Destiny Slocum. Amerykanka doznała kontuzji stawu skokowego i mimo chęci nie wróciła już na boisko. Wąska rotacja stała się jeszcze węższa. Po pierwszym ciosie otrząsnął się zespół z Sosnowca, który szybko zniwelował większość strat. Na prowadzeniu zespół utrzymywała Laura Gil, która raz za razem serią zwodów ogrywała rywalki blisko obręczy. Na minutę do końca pierwszej kwarty, przy wyniku 16:17, na prowadzenie wyszły rywalki, jednak lay-up Klaudii Wnorowskiej dał zespołowi zwycięstwo 18:17 w pierwszej kwarcie.

W drugiej kwarcie Biało-Zielone ponownie odskoczyły rywalkom na 2-3 posiadania i przy niedużym prowadzeniu kontrolowały wynik meczu. Punkty zdobywały wszystkie obecne na parkiecie zawodniczki. Królowała Laura Gil, mogła jednak polegać na pomocy koleżanek. Lublinianki sprawnie wymuszały faule, co stwarzało im okazje do zdobywania punktów z linii rzutów wolnych. Podczas nieobecności Destiny Slocum ciężar na swoje barki wzięły Robbi Ryan oraz Aleksandra Wojtala, które może nie zdobywały same wielu punktów, za to sprawnie kierowały piłkę do koleżanek i bardzo ciężko pracowały w obronie. Druga kwarta skończyła się wynikiem 45:36.

Doświadczeni kibice koszykówki wiedzą, że podobne prowadzenie, chociaż daje pewien komfort, z pewnością nie należy do bezpiecznych. Wiedziały to zawodniczki MB Zagłębie Sosnowiec, które przegrywając już 50:40 zniwelowały straty do 51:47. Przewodziła im przebojowa Sydney Taylor, jednoznacznie odgrywająca rolę pierwszej opcji w ofensywie swojego zespołu. Trójki Amerykanki utrzymywały zespół w grze ilekroć wzrastała przewaga lublinianek. Mimo tego trzecia kwarta skończyła się niewysokim zwycięstwem Biało-Zielonych, które na ostatnią przerwę schodziły prowadząc 67:55.

To bynajmniej nie był koniec emocji w tym spotkaniu. Sosnowiczanki raz jeszcze przypuściły szturm niwelując stratę. Faulowana przy rzucie z dystansu Taylor wykorzystała wszystkie trzy próby z linii rzutów wolnych i na niespełna dwie minuty od początku kwarty, prowadzenie lublinianek wynosiło już tylko 6 punktów. W połowie kwarty raz jeszcze z dystansu trafiła Taylor i przy wyniku 72:68 o czas musiał prosić trener Kowalewski.  Dwukrotnie blisko obręczy trafiła Seehia Ridard i już wydawało się, że zwycięstwo Biało-Zielonych jest pewnie, kiedy lepszy fragment zanotował zespół z Sosnowca. Dwa rzuty wolne trafiła rozgrywająca zespołu ze Śląska Matea Tadic, spod obręczy trafiły Reese i Taylor i na 45 sekund do końca spotkania tablica wyników wskazywała 78:76. Jasnym było, że kolejne posiadanie nie zakończone zdobyciem punktów postawi lublinianki w niekomfortowej sytuacji. Cała hala odetchnęła z ulgą, kiedy Biało-Zielone, po przerwie na żądanie, pięknie podzieliły się piłką co miało swój finał w postaci celnej „trójki” Aldony Morawiec. Z dystansu nieskutecznie próbowała odpowiedzieć Taylor, lublinianki zebrały piłkę, a rywalki przerwały akcję faulując Robbi Ryan. Ta wykorzystała pierwszy z rzutów wolnych. Drugi pod koszem zebrała Laura Gil i w tłoku raz jeszcze wywalczyła punkty. Zwycięstwo 84:76 stało się faktem.

Zwycięstwo cieszy tym bardziej, że wywalczone zostało przy dalece niepełnym składzie, bez dwójki środkowych i pierwszopiątkowego obrońcy, Biało-Zielone wspięły się na wyżyny swoich możliwości. Chociaż przed drużyną jeszcze wiele pracy do wykonania, dzisiejszy mecz jest dowodem na jej charakter oraz potencjał. Pod nieobecność trójki zawodniczek, które innego dnia mogłyby stanowić trójkę z pierwszej piątki, zespół zdołał zwyciężyć z drużyną od lat należącą do czołówki polskiej ekstraklasy.

Cieszy ponadto regularność z jaką niedzielny mecz rozegrały lublinianki. Nie było momentów przestojów w ataku – w najsłabszej ofensywnie kwarcie zespół zdobył 17 punktów. Zwyciężyły ponadto w 3 z 4 kwart, dopiero w ostatniej ulegając rywalkom 17:21. Zważywszy na zawężoną rotację i co za tym idzie dużą eksploatację każdej z grających zawodniczek, trudno jest mieć o pretensje o słabszą dyspozycję w końcówce spotkania.

Wielu kibiców ucieszą na pewno dobre występy Polek. Znakomitą zmianę dała Aldona Morawiec, która w 25 minut spędzonych na parkiecie zdobyła 15 punktów, w tym rzut na wagę zwycięstwa. Chociaż nie oddają tego statystyki, bardzo dobry mecz rozegrała Ola Wojtala, która nie tylko wniosła na boisko spokój na kluczowej pozycji numer 1, ale także znakomicie pracowała w obronie. 10 punktów w 18 minut zdobyła Klaudia Wnorowska, która po raz kolejny zaprezentowała się jako waleczna zawodniczka. Do świetnych występów przyzwyczaiła nas już Dominika Ullmann, która spędziła na parkiecie rekordowe w dzisiejszym meczu 39 minut i 15 sekund. W tym czasie zanotowała 15 punktów i wymusiła aż 7 fauli, po raz kolejny popisując się umiejętnościami i dojrzałością dalece wykraczającą te, których oczekuje się od zaledwie dziewiętnastoletniej zawodniczki.

Teraz przed lubliniankami krótka przerwa na oddech, a następnie przygotowania do czwartkowego meczu w Belgijskim Namur.

Sztab medyczny spodziewa się, że zarówno Destiny Slocum jak i Justyna Adamczuk oraz Markeisha Gatling wkrótce ponownie będą do dyspozycji trenera Kowalewskiego.

autor tekstu: Tomasz Mirski
autor zdjęć: Elbrus Studio

0
    0
    Twoje zakupy
    Twój koszyk jest pusty