Drugi tydzień grudnia obfitował w podróże. W środę drużyna ruszyła w drogę do odległego Brna, gdzie przyszło jej zmierzyć się z drużyną Żabin. Żabki były pierwszym rywalem w tegorocznych play-off Eurocupu. Już na starcie Biało-Zielone trafiły na niezwykle mocnego rywala. W skład drużyny z Brna wchodzą w końcu zawodniczki o wieloletnim euroligowym doświadczeniu. Polscy kibice kojarzyć mogą zarówno Artemis Spanou i Amandę Zahui czy Shante Evans i Zoe Wadoux. Zestaw ten uzupełnia grupa doświadczonych Czeszek, które również pochwalić się mogą występami w najlepszej lidze w Europie. Zresztą jeszcze we wrześniu zespół z Brna był o krok od powrotu do FIBA Euroligi Kobiet. Co za tym idzie, Biało-Zielone w Brnie nie były stawiane w roli faworytek. Miało to być starcie dwóch zespołów o porównywalnych możliwościach i doświadczeniu, co zapowiadało wyrównany mecz.
Ku zaskoczeniu wszystkich, spotkanie miało zgoła inny obraz. Po wyrównanej pierwszej kwarcie (17:17) Biało-Zielone kompletnie zdominowały spotkanie. Pierwszy impuls dała Destiny Slocum, trafiając seryjnie za 3 punkty. Amerykanka była nie do zatrzymania, przez co niewielka przewaga lublinianek urosła szybko do blisko 30 punktów. Nie można przy tym przeoczyć roli jaką odegrała skuteczna defensywa. Biało-Zielone znakomicie egzekwowały przedmeczowe założenia, co przynosiło znakomite rezultaty. Dobra gra w obronie ułatwiała grę z kontry, co było wodą na młyn ofensywy. Biało-Zielone z każdą minutą powiększały prowadzenie. Drugą kwartę wygrały 9:33, trzecią 11:22 i ostatnią 14:20. Lublinianki zagrały spotkanie w zasadzie perfekcyjne i zasłużenie opuściły Brno z wynikiem 51:92. Przeszło 40-punktowe prowadzenie dawało im bardzo duży margines błędu w kontekście spotkania rewanżowego.
Zanim jednak rozegrane zostało spotkanie numer dwa, zawodniczko LOTTO AZS UMCS Lublin czekał wyjazdowy mecz w Jeleniej Górze. Zespół Isands Wichoś Jelenia Góra należy do grona tegorocznych beniaminków i póki co na poziomie ekstraklasy radzi sobie najsłabiej. Z wyjątkiem meczu przeciwko drużynie z Bydgoszczy, przegranego 66:75, zespół miał problemy z nawiązaniem walki z rywalkami. Biało-Zielone były więc jednoznacznym faworytem.
Niestety, nie było to najlepsze spotkanie w wykonaniu zespołu. Podczas gdy w czwartkowym meczu w Brnie to skuteczność rzutowa pozwoliła nabrać rozpędu, w sobotę w Jeleniej Górze rzuty nie chciały wpadać do kosza. Nieskuteczność w ofensywie skomplikowała też grę w defensywie w związku z czym Biało-Zielone miały problem z odnalezieniem rytmu w grze. W pierwszej kwarcie zwyciężyły 15:22, w drugiej 19:21. Na przerwę zespół schodził ze skromnym prowadzeniem.
Długa przerwa nie odmieniła znacząco obrazu gry. W trzeciej kwarcie lublinianki triumfowały 9:16, w ostatnich dziesięciu minutach również były lepsze (13:15). Mecz zakończył się wynikiem 56:74 i chociaż nie było to znakomite spotkanie w wykonaniu lublinianek, do domu wracały dodawszy drużynie kolejne 2 punkty.
autor: Tomasz Mirski