azs umcs lublin

Strona główna » Biało-Zielone lepsze od mistrzyń Polski!

AZS UMCS Lublin

W czwartej kolejce zawodniczkom AZS UMCS Lublin przyszło mierzyć się z zespołem VBW Gdynia. Zespół z Pomorza broni w tym sezonie wywalczonego wiosną tytułu mistrzowskiego. Latem drużyna przeszła małą rewolucję, bo chociaż zachowała część fundamentów, nie brakuje bardzo dużych zmian. Wśród nich wyróżnić należy przede wszystkim głównego szkoleniowca. Na tym stanowisku Belga Philipa Mestdagha zastąpił Łotysz Martins Zibarts. Wspólnym mianownikiem sztabów szkoleniowych jest doświadczony drugi trener, Tomasz Cielebąk. Jeśli zaś chodzi o personalia na parkiecie, tutaj należy zwrócić uwagę przede wszystkim na zatrzymanie w zespole jego największych liderek. Po raz kolejny z pozycji rozgrywającej zespół prowadzi Barbora Wrzesiński (z domu Balintova). Pod koszem raz jeszcze postawiono na Stephanie Jones i Ruth Hebart, zaś w przypadku polskiej rotacji dużym sukcesem może być zatrzymanie w drużynie Anny Jakubiuk. Wśród młodych zawodniczek wyróżnić można przede wszystkim utalentowaną Karolinę Ułan, która jednak nie wystąpiła w niedzielnym meczu z powodu kontuzji. Spośród strat kadrowych uwagę przyciąga na pewno brak Marissy Kastanek, która przez wiele sezonów stanowiła o sile drużyny na pozycji numer 2.

Jeśli chodzi o wzmocnienia, których dokonała drużyna, w oczy rzucają się przede wszystkim dwa polskie nazwiska. Na parkiety OBLK wróciła Liliana Banaszak, która może szczycić się już tytułem mistrzyni Polski. Udało się pozyskać ponadto Annę Pawłowską po bardzo udanym sezonie w SKK Polonii Warszawa. Rotację zagraniczną zespołu uzupełnia zaś Lisa Ekh, szwedzka rzucająca.

Ostatnie spotkanie było kolejnym, w którym gdynianki mogły szukać okazji na przełamanie, gdyż z pewnością nie wspominają ciepło ostatnich meczów. W dwóch pierwszych kolejkach przekonująco pokonały zespoły z Bydgoszczy i Torunia, zaś w trzeciej musiały uznać wyższość drużyny z Wrocławia przegrywając u siebie 70:78. W międzyczasie przyszły też bolesne euroligowe porażki z zespołami z Girony i Bourges, a w ostatniej kolejce 51:97 z drużyną z Pragi. Biało-Zielone zresztą też podchodziły do meczu głodne zwycięstwa, po pierwszej eurocupowej porażce w Murcji.

Pierwsze punkty w spotkaniu zdobyła Agata Gilmajster trafiając zza luku. Lublinianki szybko odpowiedziały własnymi punktami, kiedy po serii zasłon za 3 w rogu znalazła się niepilnowana Destiny Slocum, która dobrą okazję momentalnie zamieniła na punkty. W kolejnym posiadaniu dwa punkty dołożyła Ryan, w swoim stylu piruetem uwalniając się od obrońcy na półdystansie. W kolejnej akcji w ataku ciężar wzięła na siebie zawodniczka grająca bliżej kosza. Markeisha Gatling, po nieudanych próbach odebrania piłki przy samej obręczy wyszła z pomalowanego. Tego samego nie zrobił jej obrońca. Markeishy nie trzeba było dodatkowo zachęcać, szybko złożyła się do rzutu i dopisała dwa punkty do bilansu swojego zespołu. Przy stanie 2:7 skutecznie odpowiedziały gdynianki. Tym razem Gilmajster zwiodła Morawiec, minęła ją i przytomnie odczytała sytuację podając do Jones. Amerykanka znakomitą sytuację pod koszem zamieniła na celne trafienie. W tym momencie pewna nerwowość musiała wkraść się w grę Biało-Zielonych. Lublinianki miały problem z wykorzystaniem dogodnych sytuacji, rzut oddany z dobrej pozycji nie mógł znaleźć drogi do kosza. Na plus na pewno należy zaliczyć zbiórki w ataku, które pozwalały ponawiać akcje, jednak ofensywna niemoc trwała. Po drugiej stronie parkietu znakomitym podaniem popisała się Wrzesiński, przelobowując Klaudię Wnorowską i wręczając piłkę Jones pod samą obręczą. Tablica wyników wskazywała remis, 7:7. Na nieszczęście kibiców Biało-Zielonych, ich zawodniczki wciąż zmagały się z problemami z umieszczeniem piłki w koszu. Dobrze rozegrane fragmenty i udane podania kończyły się tańcem piłki w okolicach obręczy, nienagradzanym niestety punktami. Pierwsze punkty po słabszym fragmencie zdobyła z półdystansu Aldona Morawiec, jednak sztab trenerski załamywał ręce widząc, jak kolejne rzuty z dobrych pozycji odbijają się od obręczy. Kolejne prowadzenie zespołowi z Gdyni dała Ekh trafiając z dystansu (12:9). Do pozytywów należy zaliczyć debiut Dragany Stankovic, która od pierwszych minut popisywała się udanymi zagraniami w defensywie i kreatywnymi podaniami w grze ofensywnej. Niestety, lublinianki wciąż miały problem z wykończeniem akcji. Na dwie i pół minut do końca kwarty, przy wyniku 14:9, realizator transmisji pokazał dość kuriozalną statystykę. Gdynianki trafiły 5 z 9 oddanych rzutów z gry. Zawodniczki AZS UMCS Lublin oddały rzutow aż dwukrotnie więcej, bo 18, ale trafiły  zaledwie 4 razy.  Choć należy się uznanie za ponawianie akcji, podobna nieskuteczność postawi w dłuższej perspektywie możliwość zwycięstwa pod dużym znakiem zapytania. Podobny obraz kibice zgromadzeni w Polsat Plus Arenie oglądali do ostatnich sekund, gdyż do końca kwarty lublinianki znakomicie ponawiały własne akcji, stwarzały bardzo dobre okazje do rzutu, jednak nie potrafiły zamienić ich na punkty. Ostatecznie pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 16:11 na korzyść gdynianek i trener Kowalewski miał twardy orzech do zgryzienie. Jego drużyna dobrze egzekwowała założenia w ataku i obronie, nie potrafiła wykonać trywialnego, ale przy tym kluczowego elementu – trafić do kosza.

Drugą kwartę z linii rzutów wolnych otworzyła Anna Jakubiuk, powiększając prowadzenie swojej drużyny do 18:11. Po drugiej stronie z gry odpowiedziała Ryan, która celnie przymierzyła z półdystansu. Niedługo później raz jeszcze Ryan trafiła w kontrze po podaniu Aleksandry Wojtali zmuszając trenera drużyny gospodyń do wzięcia przerwy na żądanie. Przerwa ta nie przyniosła oczekiwanego rezultatu, gdyż krótko po czasie raz jeszcze kontrę wykończyła Ryan, tym razem trafiając za 3. Po niespełna 3 minutach gry nic już nie zostało z prowadzenia gdynianek (18:18). Pierwsze w drugiej kwarcie kwarcie prowadzenie dała zespołowi Dragana Stankovic, która piwotem ograła Katarzynę Maj, trafiając z faulem. Z każdym posiadaniem Biało-Zielone nabierały tempa, inicjatywa była wyraźnie po ich stronie. Teraz to gdynianki miały problem z trafieniem do kosza, punkty zdobywając głównie po gwizdkach sędziów. Po zwodzie za 3 trafiła Dominika Ullmann pokazując zebranym w hali kibicom, że kryzys skuteczności zespół ma już za sobą. Podobnie widowiskowymi punktami popisała się Destiny Slocum, która trafiła z dystansu po tym jak odbijana piłka trochę przypadkiem wpadła w jej ręce. Dwa rzuty wolne wymusiła Markeisha Gatling i przewaga Biało-Zielonych urosła już do 23:38. Gdynianki nie pozwalały jednak zbudować bezpiecznej przewagi. Kiedy po punktach Dragany Stankovic wynik brzmiał 25:31 na korzyść lublinianek, za 3 punkty trafiła Jones. Ostatecznie kwarta skończyła się wynikiem 30:33, a więc niewysokim prowadzeniem Biało-Zielonych.

W trzeciej kwarcie Biało-Zielone nie zdjęły nogi z gazu. Chociaż trudno było o zbudowanie przewagi, lublinianki stale atakowały. Po trójce Destiny Slocum prowadzenie wzrosło do 31:38. W kolejnym posiadaniu z odejścia, w typowym dla siebie manewrze po piwocie, z półdystansu trafiła Ryan (31:40). Lublinianki długo były blisko załamania symbolicznej granicy 10 punktów, jednak przeszkadzały im w tym błędy czy to w ataku, czy obronie. Zespołowi z Gdyni przewodziły przede wszystkim Jakubiuk oraz Jones, chociaż istotne role odgrywały również Wrzesiński i Hebart. To zbiórka i dobity rzut tej ostatniej zmniejszył stratę zespołu 45:48 i na nieco ponad 3 minuty do końca trzeciej kwarty prowadzenie Biało-Zielonych było równe temu z początku kwarty. Rzutem z półdystansu popisała się Dragana Stankovic pokazując, że stanowi zagrożenie w ataku również z dala od obręczy. Wjazdem pod kosz i rewersowym lay-upem punkty zdobyła Wrzesiński, która w całym spotkaniu pokazywała, że nie tylko świetnie podaje piłkę, ale też sama potrafi trafiać do kosza. Po stronie Biało-Zielonych znakomicie prezentowała się gra dwójki podkoszowych. Zapowiadając dołączenie do drużyny Dragany Stankovic obiecywaliśmy, że Serbka znakomicie dzieli się piłką i na dowody nie trzeba było długo czekać. Już podczas pierwszego spotkania w biało-zielonej koszulce Dragana wielokrotnie bardzo przytomnie umieszczała piłkę w rękach Gatling, stwarzając jej okazję na pewno punkty bądź zmuszając rywalki do popełnienia faulu. W swoim ostatnim posiadaniu trzeciej kwarty Biało-Zielone zdobyły kolejne dwa punkty, jednak ostatnie trafienie należało do Jakubiuk, której floater zamknął trzecią kwartę wynikiem 49:56.

Pierwsze punkty czwartej kwarty zdobyła Hebart, zmniejszając stratę swojego zespołu do zaledwie 5 punktów. Z zimną krwią odpowiedziała jej jednak Slocum, trafiając z dystansu. W kolejnej akcji Dragana Stankovic sprytnie oszukała Hebart po czym trafiła do kosza odbijając piłkę od tablicy. Wynik brzmiał 51:61 i dwucyfrowe prowadzenie Biało-Zielonych stało się faktem. Chwilę później raz jeszcze trafiła Stankovic, ponownie powiększając przewagę. Zmniejszyła ją z półdystansu Wrzesiński, która dzielnie brała na siebie odpowiedzialność za wynik swojego zespołu. I do niej należały kolejne punkty gdynianek, zmniejszające stratę do 56:65. Rzut za 3 punkty trafiła Liliana Banaszak i przewaga Biało-Zielonych zmalała do zaledwie 6 punktów. Błąd w ataku lublinianek doprowadził do kontry, gdzie Banaszak wymusiła rzuty wolne. Reprezentantka Polski wykorzystała jeden z nich, jednak po drugiej stronie parkietu bez punktów skończyło się posiadanie zawodniczek AZS UMCS Lublin. Zespół z Gdyni rozegrał kolejną skuteczną kontrę, zakończoną celną trójką Hebart. Z 12 punktów przewagi, które jeszcze przed chwilą miały Biało-Zielone, zostały zaledwie dwa punkty. Na 4 minuty do końca spotkanie rozpoczynało się na nowo. Nie przestraszyło to jednak Biało-Zielonych. W obronie akcji pick and pop źle zareagowały gdynianki. Ustawiona za łukiem na wprost kosza Aldona Morawiec nie przegapiła okazji i ze spokojem dała zespołowi jakże cenne trzy punkty. Na dwie i pół minuty do końca meczu kolejną trójkę trafiła Jakubiuk, raz jeszcze niwelując większość strat. Przy przeszło dwóch minutach na zegarze gry wszystko mogło się wydarzyć. Co ciekawe, być może kluczowym wydarzeniem było nie zagranie w ataku, ale w obronie. Naciskana przez Draganę Stankovic Anna Jakubiuk próbowała podać piłkę do Hebart. Dobrze sytuację odczytała jednak Gatling. Amerykanka z czarnogórskim paszportem wybiła piłkę, którą później podniosła z parkietu Stankovic. Próbując odzyskać piłkę gdynianki faulowały Stankovic, która udała się prosto na linię rzutów wolnych. Serbka trafiła jeden z nich, powiększając przewagę do 66:69. Gdynianki odpowiedziały dwoma punktami, zdobytymi po wjeździe pod kosz Hebart. W najgorszym momencie przyszedł słabszy fragment gry lublinianek. Piłkę straciła Dragana Stankovic, z kontrą ruszyły rywalki. Na szczęście z koszem minął się rzut trzypunktowy Banaszak. Na minutę do końca. przy jednopunktowym prowadzeniu, piłka była w rękach Biało-Zielonych. Te ponownie szukały przewag w sile Markeishy Gatling. Gdynianki musiały salwować się faulem, wysyłając Amerykankę z czarnogórskim paszportem na linię rzutów wolnych. Zaprocentowało doświadczenie środkowej, która trafiła obydwa rzuty. Po przerwie na żądanie gdynianki szukały szansy na wyrównanie w rzutach z dystansu. Piłka jednak raz za razem odbijała się od obręczy, sekundy mijały nieubłaganie. Po kolejnej nieudanej próbie piłkę zebrała Gatling. Amerykanka z czarnogórskim paszportem umieściła ją w rękach Ryan. Ta szybko była faulowana przez rywalki. Faul zamieniła na dwa punkty. Rywalki raz jeszcze desperacko szukały okazji do rzutu z dystansu, raz jeszcze nieskutecznie, tym razem popełniając faul w ataku. Na 11 sekund do końca meczu piłka raz jeszcze była w rękach lublinianek. W trakcie przerwy na żądanie trener Kowalewski przygotował zagranie, które drużyna zrealizowała znakomicie. Na wolną pozycję urwała się Destiny Slocum, piłka trafiła do niej momentalnie, a potem jak po sznurku wpadła do kosza. Była to kropka nad i, która ustanowiła wynik meczu na 68:76.

Niedzielny mecz był bardzo dobry spotkaniem w wykonaniu Biało-Zielonych Z wyjątkiem atypowej niemocy w ofensywie w pierwszej kwarcie spotkania, sztab trenerski może być zadowolony z drużyny. Ta dobrze funkcjonowała zarówno w ataku jak i obronie, najpierw odzyskując, a potem utrzymując prowadzenie. Znakomity debiut zanotowała Dragana Stankovic, autorka 12 punktów, 9 zbiórek i 5 asyst. Niegorzej wypadła Markeisha Gatling, Amerykanka z czarnogórskim paszportem, autorka 16 punktów, 7 zbiórek. Bliźniaczo dobrze wypadły Slocum i Ryan, obydwie notując 17 punktów i 8 zbiórek.

 

Wyjazdowym zwycięstwem z mistrzem Polski Biało-Zielone zaznaczają swoje sportowe ambicje.

Okazja do kibicowania Biało-Zielonym już w czwartek o godzinie 18:00, kiedy w hali im. Z. Niedzieli otworzą rundę rewanżową fazy grupowej Eurocup. Do zobaczenia!

autor: Tomasz Mirski

0
    0
    Twoje zakupy
    Twój koszyk jest pusty