azs umcs lublin

Strona główna » Udany debiut przed własną publicznością!

AZS UMCS Lublin

Wieczorem 18 kwietnia na parkiecie hali im. Zdzisława Niedzieli naprzeciwko zespołu Polski Cukier AZS UMCS Lublin stanęły rywalki z Węgier, DVTK Huntherm. Z drużyną z Miszkolca Biało-Zielone spotkały się, aby walczyć o awans do FIBA Euroligi Kobiet. Chociaż był to pierwszy mecz sezonu 2025/26, to było to spotkanie nie tylko o dużą stawkę, ale również rozgrywane w formacie play-off.

Wraz z drużyną gości do Lublina dotarła liczna grupa węgierskich kibiców. Chociaż ich czerwone koszulki stosownie oddawały ognisty doping, którym przez 40 minut wspierali swoją drużynę, nie brakowało z ich strony wielu ciepłych słów pod adresem kibiców Biało-Zielonych. Węgrzy przygotowali baner deklarujący, że „Polak Węgier dwa bratanki”, nie zabrakło również symboli znanych z Powstania Warszawskiego. Zebrani w hali kibice mogli usłyszeć też Węgrów skandujących chóralnie „Polska!”. Oczywiście sympatyczne symbole zostały bardzo ciepło przyjęte.

Atmosfera na parkiecie była znacznie mniej przyjazna, chociaż oczywiście mieszcząca się w ramach rywalizacji sportowej. Pierwsze posiadania stanowiły trafną zapowiedź obrazu gry całego spotkania – Biało-Zielone znakomicie rozpoczęły mecz w defensywie wymuszając straty rywalek, jednak punktowo to rywalki otworzyły mecz trafieniami za 3 punkty. Pierwsze punkty sezonu dla Biało-Zielonych zdobyła Markeisha Gatling. Amerykanka z czarnogórskim paszportem skutecznie korzystała z przewag fizycznych. Koleżanki z drużyny szukały okazji do podania jej piłki blisko obręczy, a kiedy ta trafiała w ręce środkowej, Markeisha ze spokojem punktowała lub wymuszała przewinienia. Drużyny wymieniały się trafieniem za trafienie; Lublinianki zdobywały punkty bliżej obręczy, rywalki rzucały z dystansu. Swoją obecność na boisku szybko zaznaczyła młoda Klaudia Wnorowska, która dwukrotnie pokonała rywalki wymuszając foule. Pierwsze 6 minut meczu było popisem raczej defensywnym niż ofensywnym. Sygnał do ataku dała drużynie Dominika Ullmann która, jakżeby inaczej, celnie przymierzyła za 3. Faul na dwa celne rzuty zamieniła Laura Gil, kontratak wykończyła Seehia Ridard. W kolejnym posiadaniu Francuzka popisała się również spektakularnym blokiem. Po krótkiej serii punktowej gospodyń rywalki odpowiedziały dwoma trafieniami za 2, jednak ostatnie półtorej minuty 1. kwarty upłynęło pod dyktando Biało-Zielonych. Skuteczne zasłony Gatling pomagały koleżankom, stwarzając im wymarzone okazji do zdobywania punktów. Pierwsza kwarta zakończyła się prowadzeniem Biało-Zielonych 21:13.

Niestety podczas krótkiej przerwy lublinianki wytraciły zbudowany w pierwszej kwarcie pęd. Lublinianki miały problem z przełamaniem defensywy rywalek. Chociaż sztab trenerski nie mógł narzekać na grę w obronie Biało-Zielonych, Węgierki wciąż mogły pochwalić się znakomitą skutecznością zza łuku. Trafienia z dystansu, zestawione z ofensywną niemocą gospodyń, nieuchronnie prowadziły do straty wcześniej zbudowanej przewagi. Na 4 minuty do końca drugiej kwarty Węgierki przegrywały już tylko 25:24 i trener Kowalewski musiał salwować się przerwą na żądanie. Po trafieniu z odejścia Pauli Ginzo rywalki odzyskały utracone w pierwszej kwarcie prowadzenie. Zegar wskazywał 3 minuty do końca drugiej części gry, kiedy rzuty wolne wywalczyła Robbi Ryan. Dwa celne wolne przełamały ofensywną niemoc. W kolejnym posiadaniu piłkę przechwyciła Destiny Slocum, której rajd przez całe boisko skończył się celnym trafieniem. Stan rywalizacji kolejnym trafieniem z dystansu wyrównała Nina Aho, nie ostudziło to jednak rozpędzonych Biało-Zielonych. Raz jeszcze pod kosz wjechała Robbi Ryan, chwile później piłkę pod własną tablicą zebrała Destiny Slocum. Amerykanka z piłką w rękach raz jeszcze nabrała tempa, które sprawiło, że rywalki nawet nie próbowały jej zatrzymać. Charakterystycznym rzutem z odejścia raz jeszcze punktowała Ryan. Rywalki wykorzystały problem z przewinieniami gospodyń zdobywając punkty z linii rzutów wolnych, ale wiatr jednoznacznie wiał w żagle lublinianek. Bohaterkami ostatniej akcji kwarty raz jeszcze były Ryan i Slocum, których popis z pewnością zapisze się w galerii najciekawszych zagrań bieżącego sezonu Euroligi. Przy próbie wejścia pod kosz Ryan zgubiła piłkę, Amerykanka nie pozwoliła jej jednak wypaść poza boisko. Zamiast tego w podkoszowym tłoku w pół skoku wykonała podanie za plecami umieszczając piłkę w dłoniach zostawionej za łukiem koleżanki. Destiny prezentu nie zmarnowała i do wyniku drużyny dopisała 3 punkty. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 38:32.

Trzecia kwarta rozpoczęła się tak samo jak dwie przed nią – trafieniem za 3 Węgierek. Dyspozycja zza łuku zawodniczek z Miszkolca przy jednoczesnej niemocy Biało-Zielonych nieustannie dyktowała przebieg czwartkowego spotkania. Po kolejnym celnym trafieniu rywalek tablica wskazywała wynik 40:40. Kolejne minuty przypominały przeciąganie liny. Żadna ze stron nie chciała ustąpić, każde wywalczone pół stopy postępu okupione było tytanicznym wysiłkiem. Po zbiórce w ataku widowiskową trójkę trafiła Seehia Ridard, wyprowadzając zespół na jednopunktowe prowadzenie. W finałowej minucie lepsze były jednak Węgierki, które na ostatnią przerwę schodziły prowadząc 50:51. 

Wzorem trzech poprzednich, ostatnią kwartę lepiej rozpoczęły rywalki. Trafienie z faulem zanotowała Monika Grygalauskyte, dając swojemu zespołowi kolejne 3 punkty. Środkowa drużyny gości zaliczyła znakomity fragment, raz za razem odnajdując luki w defensywie Biało-Zielonych. Po celnych rzutach wolnych jej zespół prowadził już 52:58, a kiedy akcję 2+1 wykończyła Veronika Kanyasi, Węgierki odskoczyły na najwyższe w meczu prowadzenie 52:61. W serca kibiców mógł wkraść się strach, że ich drużyna do meczu na terenie rywala przystąpi z deficytem. Ciężar presji dźwignęły jednak Biało-Zielone. Najpierw foul na 2 punkty zamieniła Laura Gil, następnie punkty spod kosza zdobyła Markeisha Gatling. Z zimną krwią za 3 trafiła Destiny Slocum i lublinianki do rywalek traciły już tylko 2 punkty. Prowadzenie swojemu zespołowi dała Robbi Ryan, po której dwóch rzutach wolnych tablica wskazywała wynik 64:63. W ciągu ostatnich 5 minut spotkania prowadzenie zmieniało się wielokrotnie. Rywalki wyszły na prowadzenie 64:67. Prowadzenie wróciło w ręce Biało-Zielonych za sprawą waleczności Dominiki Ullmann, której aktywność w ataku i obronie przełożyło się na 3 wizyty na linii rzutów wolnych. Stamtąd Dominika zdobyła 5 kolejnych punktów. Wynik meczu, również z linii rzutów wolnych, zamknęła Destiny Slocum. Biało-Zielone zwyciężyły 70:67.

Na Węgry zespół uda się więc z trzypunktową zaliczką. Chociaż nie jest to zaliczka bezpieczna, to jeśli mecz numer dwa ma przypominać ten numer jeden, to równie dobrze może okazać się kluczowa. A jakie wnioski możemy wyciągnąć z czwartkowego meczu? 

Ostatnio pisaliśmy o tym, że jedyne czego potrzebuje ten zespół to regularność. Progres w tej materii widzieliśmy po bronionej stronie parkietu. Ewidentne błędy można policzyć na palcach jednej ręki. Biało-Zielone straciły w całym spotkaniu 67 punktów, co w realiach euroligowych jest wynikiem dobrym. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że rywalki trafiły znakomite 9 z 21 rzutów z dystansu, można mówić o wyniku bardzo dobrym. Klasę zaprezentowanej defensywy potwierdza aż 13 przechwytów, cieszy przy tym wyraźnie wygrana zbiórka (37:29).

Co wymaga zatem poprawy? Z pewnością martwią ofensywne przestoje. Sztab trenerski na pewno będzie szukał w tej materii panaceum. Wszystko wskazuje na to, że drugi mecz będzie nie mniej wyrównany niż pierwszy. Zdecydować może chłodna głowa czy dyspozycja dnia. Kibiców Biało-Zielonych może ucieszyć fakt, że najlepszy fragment w ofensywie zespół zaprezentował, przegrywając w czwartej kwarcie. Stanowi to jasny dowód na charakter drużyny oraz gotowość zawodniczek do brania na siebie odpowiedzialności. Co więcej, bardziej prawdopodobne jest to, że lublinianki zanotują lepszą skuteczność zza łuku (w pierwszym meczu 23,5%) niż, że rywalki powtórzą swoją znakomita dyspozycję (42,9%).

autor tekstu: Tomasz Mirski
autor zdjęć: Elbrus Studio

0
    0
    Twoje zakupy
    Twój koszyk jest pusty